>start >nasze miasto >legendy
wyślij | drukuj | .TXT
Pustelnia trzech krzyży
Warszawskie legendy
Nasze miasto
Zaproszenie
Warszawa w liczbach
Warszawa w obiektywie
Dzielnice
Oficjalne symbole miasta
Prezydenci m.st. Warszawy
Honorowi Obywatele m.st. Warszawy
Miasta Partnerskie
Historia Warszawy
Warszawskie legendy
Warszawskie mosty
Plan miasta

Razu pewnego, gdy książę Ziemowit, Siemowitem także zwany, zmierzał w stronę swej kasztelańskiej siedziby w Jazdowie, niezwykły zwierz mu drogę przeszedł. W innej sytuacji natychmiast wyciągnął by swą łowiecką szabelkę, bo za łowcę doskonałego się uważał, ale na szczęście tak się nie stało. Ciekawość bowiem tak wielka weń wstąpiła, że nie mógł się oprzeć, aby zwierza z bliska nie obejrzeć. Zsiadł więc ze swego rumaka i w ślad za nim ruszył. Niczym jednak nadzwyczajnym się jednak zwierz nie okazał - wielkim, brunatnym niedŸwiedziem.

Zadziwiające jednak było to, cóż ten niedŸwiedŸ niósł przed sobą, a przy tym jak wyglądał. Idąc na dwóch tylnych łapach, jak to niedŸwiedziom zdarza się rzadko, niósł przed sobą na olbrzymich liściach łopianu wielką bryłę miodu, zapewne świeżo z leśnej dziupli królowej pszczół zabraną. Począł się oczywiście książę zastanawiać na cóż niedŸwiedziowi tak wielka ilość miodu. Może aby nakarmić gromadę niedŸwiedziątek rozbrykanych albo swą samicę czekającą rozwiązania. Zagadkę postanowił Ziemowit rozwiązać i w ślad za brunatnym w bezpiecznej odległości ruszył.

Doszedł tak na skraj polany, na której to jego oczom ukazała się mała chata.

"Na cóż niedŸwiedziowi chata i co w niej robi?" - zastanowił się książę. Może na wzór człowieczy niedŸwiedzia rodzina osiedliła się w iście ludzkim siedlisku.

Lecz to się miało wyjaśnić za chwilę, gdy na głośne, znaczące pomrukiwania niedŸwiedzia nie jego rozkrzyczana gromada wybiegła, ale trzech dostojnych starców wyszło. Wysocy ale ze względu na wiek mocno pochyleni z długimi brodami w białych, długich, lnianych tunikach i boso. Krążą o nich legendy na całym Mazowszu, iż w samotni w głębokim buszu swój żywot wiodą z dala od ludzi, od świtu do nocy Pana Boga chwalą i dbają o wszystkie leśne zwierzęta.

Chętnie również pomocy podróżnym udzielają i bogactwem leśnym tylko się żywią. Jak nie patrzeć święci to zaiste staruszkowie. NiedŸwiedŸ tymczasem podarek na dłonie jednego ze starców złożył i popieszczony odrobinę przez obdarowanych z polany powolnym krokiem i już na czterech łapach odszedł.

Tak owa przedziwna scena księcia Ziemowita zauroczyła, że w krzakach przyczajony nie wytrzymując, na polanę wraz z koniem wyszedł. Z wielką radością niespodziewany gość przez leśnych dostojników przywitany został, od razu jadłem i piciem częstowany.

O odmowie oczywiście być mowy nie mogło. Z ciekawości jednak swej wielkiej książę począł staruszków o ich żywot w tej głuszy wypytywać. Z ochotą opowiedzieli mu jak to zwierzęta leśne wszelkiego rodzaju jadła, jakie w skarbcu las posiada donoszą, w zamian staruszkowie leczeniem odwdzięczyć się mogą i wszelką pomocą. I tak oto już przez wiele lat swój szczęśliwy żywot dostojnicy wiodą, który nie tylko od pełnego żołądka i napitku zależy. "A od czegóż?" - Ziemowit zapytał. Szczęście, w recepcie mędrców, zależy od dobrych uczynków, do czego każdy człowiek jest zobowiązany.

Życie bowiem bez czynienia dobra jest jak cedr bez wina, jak drzewo bez liści, jak dom bez mieszkańców, pełne jałowości. Mądre to stwierdzenie i chwili zastanowienia warte.

Po gościnie i powrocie do Jazdowa, na spotkaniu dworskim książę wszystkim zebranym pytanie zadał: "O czego zależy w życiu szczęście?". Jednak poprawnej odpowiedzi nie było. Czyż możliwe jest, że ludzkość pochodzenia szczęścia nie zna??? Od chwili przedziwnej wizyty w pustelni książę Ziemowit o jej mieszkańcach stale pamiętał. Posyłał mędrcom podarki w postaci koszy pełnych jadła, którego las zapewnić im nie mógł.

Lecz oto, pewnego pechowego dnia posłaniec wrócił z pustelni z wieścią straszliwą. Jacyś zbójcy na pustelnię napadli w poszukiwaniu skarbów, które to staruszkowie od księcia niby to ich zdaniem dostawać mieli. Staruszków potwornie kijami zbili i w puszczę powlekli. Na próżno jednak książę natychmiast pościg zorganizował i przez długi czas dostojnych i bliskich sercu mędrców, bądŸ ich ciał szukał. Zniknęli jak komfora.

Z bólem w sercu, a na cześć zaginionych, książę mazowiecki w miejscu pustelni trzy wielkie, drewniane krzyże ustawił. To miejsce od tamtej chwili wszyscy nazywać poczęli Pustelnią Trzech Krzyży.

Od chwili, kiedy to Warszewa w miasto Warszawę się przerodziło, a Jazdów Ujazdowem się stał, Pustelnia Trzech Krzyży Placem Złotych Krzyży nazywać się zaczęła, a póŸniej i już do teraz - Placem Trzech Krzyży.

Za czasów swego panowania, król August II Mocny od Ziemowitowych krzyży Drogę Kalwaryjską z 28 kaplicami przez obecne Aleje Ujazdowskie do Pałacu Ujazdowskiego poprowadził. A teraz trasa ta i Łazienki Królewskie stają się niestrudzenie wydeptywaną trasą niezliczonej liczby spacerowiczów. Bo gdzież w Warszawie są piękniejsze miejsca niż aleje pełne róż, rozłożystych drzew i krzyku pawi królewskich, niż w Łazienkach Królewskich.

<<powrót

(c) Urząd m.st. Warszawa  |  mapa serwisu  |  webmaster  |  Start

Legenda o Syrence
Przedziwna opowieść o Warsie i Sawie
Jak nadwiślański lis gościł w mazowieckim zamku
Kiedy jeden włos może zmienić serce złodzieja
Komu chleb spleśniały stanie za specjały
Bazyliszek na Krzywym Kole
O mistrzu Twardowskim, mniszchowych braciach i wielce urodziwym duchu
O nadwiślańskiej Biedzie i gnacie wołowym
Jak Maćko Kwasiżur diabła Chmielorza ośmieszył
Pustelnia trzech krzyży
Złota Kaczka